Adrianna Lepka

psycholożka, psychoterapeutka

Żyć w szczęściu i komforcie, bez niewygody, lęku, trudnych spraw do rozwiązania i sytuacji, których nie rozumiemy albo w których czujemy się źle potraktowani – kto by tak nie chciał? Współczesna kultura bardzo mocno promuje wizję życia bez dyskomfortu. Wszystko ma być dostępne od razu, a to, co trudne, najlepiej szybko usunąć albo ominąć.

Niemal odruchowo próbujemy wszystko regulować i kontrolować. Kiedy pojawia się niepokój, chcemy go jak najszybciej wyciszyć. Kiedy robi się trudno, można szybko odwrócić uwagę. Zająć czymś głowę, sięgnąć po telefon, włączyć serial, scrollować, zagłuszyć myśli, wycofać się z trudnej rozmowy. Jakby każda trudność, niewygoda czy najmniejszy dyskomfort były czymś, co należy natychmiast usunąć.

Coraz trudniej jest nam po prostu pobyć z czymś nieprzyjemnym. Z napięciem, niepewnością, lękiem. A przecież lęk sam w sobie jest naturalną reakcją organizmu. Pojawia się wtedy, kiedy robimy coś ważnego, nowego albo ryzykownego. Przed rozmową, na której nam zależy. Przed zmianą pracy. Przed wystąpieniem. Przed ważną decyzją. Lęk często nie mówi: uciekaj, unikaj, zrób coś, żeby tego nie czuć. Czasem po prostu mówi: to jest dla ciebie ważne. I tyle.

Ale dzieje się coś takiego, że coraz trudniej nam tolerować dyskomfort. Nawet jego niewielką dawkę.

Psychologia od lat bada zjawisko unikania trudnych emocji. I wyniki są dość paradoksalne: im bardziej próbujemy pozbywać się napięcia, smutku czy lęku, tym gorzej psychicznie funkcjonujemy. Badania pokazują, że dużo ważniejsza od prób całkowitego eliminowania trudnych emocji jest umiejętność przeżywania ich bez natychmiastowej ucieczki. Tu ciekawe badanie w tym temacie: https://doi.org/10.1186/s40359-023-01336-7

To zresztą chyba dobrze widać w codziennym życiu. Coraz trudniej nam wytrzymać nudę, frustrację, ciszę czy brak natychmiastowych efektów. Wszystko ma działać szybko. Mamy czuć się dobrze szybko. Uspokoić się szybko. Poprawić nastrój szybko. Tylko że psychika nie działa w tempie aplikacji mobilnych.

Rozwój prawie zawsze wiąże się z pewnym napięciem. Tak samo relacje, zmiany, uczenie się nowych rzeczy czy podejmowanie wyzwań. Jeśli próbujemy wyeliminować z życia każdy dyskomfort, to często zaczynamy unikać również rzeczy, które mogłyby nas rozwinąć.

I być może między innymi dlatego tak wiele osób doświadcza dziś jednocześnie zmęczenia, spadku motywacji i poczucia utknięcia. Nie dlatego, że są słabe, ale dlatego, że żyjemy w kulturze, która obiecuje nam życie bez niewygodnych emocji. A takie życie po prostu nie istnieje.

Co to właściwie znaczy przeżywać emocje? Przede wszystkim zauważyć, że coś się z nami dzieje. Rozpoznać sygnały z ciała, np. to, że pocą mi się dłonie, mam płytszy oddech, czuję ścisk w brzuchu czy klatce piersiowej albo zaczynam coraz szybciej mówić. Zatrzymać się na chwilę i dopuścić do siebie myśl, że to jest naturalne i całkowicie normalne, że w trudnej, nowej albo ważnej sytuacji czuję napięcie, lęk, ale także ekscytację i ciekawość.

Zdrowie psychiczne nie polega na tym, żeby nie odczuwać lęku i nie mieć na swojej drodze trudności. Chodzi raczej o to, żeby umieć powiedzieć sobie: tak, to jest nieprzyjemne, to jest trudne, boję się tego  i mimo tego zostać w kontakcie ze sobą, z sytuacją, z życiem. Wtedy też dajemy sobie szansę na podjęcie bardziej świadomej decyzji, czy chcemy pozostać w jakiejś relacji, miejscu pracy itd.

I zamiast natychmiast próbować to wyciszyć albo zagłuszyć, spróbować się sobą zaopiekować. Nazwać to, co przeżywam. Dać sobie trochę zrozumienia. Uznać, że to, co czuję, to normalna reakcja psychiki i ciała.

Odporność psychiczna czy rezyliencja nie budują się wtedy, kiedy nic nas nie dotyka. Budują się wtedy, kiedy potrafimy wytrzymać pewien dyskomfort bez natychmiastowej potrzeby ucieczki.